czwartek, 23 lutego 2012

W Szkole Miłosierdzia - Jan Paweł II – Papież wysłuchanych modlitw


W Szkole Miłosierdzia
                                                          24 lutego  2012r.
                                 Jan Paweł II – Papież wysłuchanych modlitw

            Postawmy sobie na początek pytanie: Dlaczego po siedmiu latach, które upłynęły od czasu śmierci Jana Pawła II, nasze myśli ciągle do Niego wracają? Czy może dlatego, że tak wypada, ponieważ był polskim papieżem? Lecz wtedy, gdzieś z głębi serca przychodzi odpowiedź, że nasza więź z Papieżem, pomimo jego śmierci nigdy nie została zerwana, ponieważ miała ona charakter bardzo osobisty. I pamięć o tym niezwykłym człowieku ciągle jest w nas żywa. Po latach możemy powiedzieć, że wszedł w nasze życie na stałe i stał się ważnym fragmentem wewnętrznej biografii każdego z nas.
        Nawet jeżeli nie dane nam było spotkać się z nim bezpośrednio, lecz uczestniczyliśmy tylko w wielkich zgromadzeniach, wszyscy czuliśmy, że jest nam bliski, ponieważ w jakiś sposób wypełniał głód duchowego ojcostwa. Był kimś na kim można było się oprzeć, wskazywał drogę. On sam zresztą to nazwał „promieniowaniem ojcostwa”. A ci mniej liczni, którym dane było przeżyć  bezpośrednie z nim spotkanie, opowiadali o przedziwnej mocy papieskiego spojrzenia, ojcowskiego i opiekuńczego zarazem. Pamięć o nim zapadała im w sercu na lata, na zawsze. Po śmierci Papieża ukazało się cały szereg świadectw osób, które tego doświadczyły. Pisze Małgorzata: :” Siedemnaście lat temu Twój wzrok spotkał się na dłuższą chwilę z moim. Poczułam wtedy, Ojcze Święty, że znasz moje życie. Patrzyłeś mi w oczy i głębiej w serce. Coś w nim ujrzałeś. Może moje przyszłe trudne życie, ale od tamtego dnia czuję Twoje wsparcie…”
            Każdy z nas przeżywa chwile względnego spokoju, ale z czasem przychodzą  i trudne sytuacje: śmierć przyjaciółki lub choroba kogoś bliskiego, syna, matki, moja własna, trudna sytuacja w rodzinie nie rokująca po ludzku nadziei. Wtedy ożywa to spojrzenie, mocnego samym Bogiem, dzisiaj już błogosławionego Jana Pawła II. Ożywa wiara, że po  śmierci, dzięki swej świętości, może jeszcze bardziej pomóc niż za życia. 
Po śmierci Ojca Świętego na całym świecie pojawiły się doniesienia o cudach, których doświadczyli ludzie mający z nim kontakt za życia. Zaczęły też napływać świadectwa o uzdrowieniach  i innych łaskach przypisywanych wstawiennictwu Jana Pawła II po jego odejściu z tego świata. Każdego dnia pracownicy biura Postulacji w Watykanie gromadzą oznaki miłości do Jana Pawła II w postaci setek listów codziennie i e-maili z podziękowaniami za cuda, łaski i dary otrzymane od Boga za Jego pośrednictwem. Owa korespondencja jest oznaką żywego kontaktu z Papieżem, kontaktu, który wraz z mijającym czasem tylko zyskuje na sile.
            Niech zatem, w wypraszaniu potrzebnej nam łaski, wspierają naszą wiarę świadectwa tych, którzy już taką pomoc otrzymali.
            Oto historia uzdrowienia małego Herona  Badillo z Meksyku przekazana na podstawie relacji jego matki. Lekarze zdiagnozowali u Herona ostrą formę białaczki. Dziecko schudło i nie mogło samodzielnie utrzymać się na nogach. Nie było szans na uratowanie jego życia. Rodzice często zachodzili do kościoła. Prosili Pana o zatrzymanie okropnego bólu. Pytali: „Czy nie ma już dla niego żadnej nadziei?” Pewnego dnia matka chłopca, przeglądając czasopisma, zauważyła, że mały jest ogromnie zainteresowany portretem Papieża, który miał odwiedzić ich miasto. Gdy mama powiedziała mu o wizycie Papieża chłopiec ucieszył się i powiedział słabym głosem: „Mamo, chciałbym go zobaczyć, zabierz mnie do niego”. Matka natychmiast rozpoczęła starania o specjalne pozwolenie, żeby być jak najbliżej Ojca Świętego. W dniu przyjazdy Papieża Heron poprosił mamę o przygotowanie mu najpiękniejszego ubranka. Na trasie przejazdu Jana Pawła II Heron ściskał cały czas białego gołębia, którego zabrał w darze Ojcu Świętemu. „Nagle, mówi matka, ku naszemu zaskoczeniu, zobaczyliśmy Papieża zbliżającego się powoli w naszym kierunku. „Uwolnij gołębia” – zwrócił się po hiszpańsku do Herona. Chłopiec otworzył swe chudziutkie rączki, wypuszczając ptaka na wolność. Papież spojrzał współczująco na syna, pochylił się nad nim, pogłaskał po głowie i pocałował w policzek. Następnie podarował mu różaniec, który stał się dla mnie bezcenną pamiątką. Wracając do domu, Heron rozradowany rozpamiętywał to spotkanie. Jeszcze tego samego wieczoru, po wielu dniach niejedzenia, niespodziewanie zwrócił się do mnie z prośbą o przyrządzenie mu kurczaka. Od tego momentu wrócił mu apetyt i z dnia na dzień stan się poprawiał: wróciły mu siły, zaczął biegać, bawić się. Oszołomieni patrzyliśmy z mężem na tę cudowną przemianę.  Wszyscy w mieście wiedzieli o chorobie chłopca i widząc go niespodziewanie zdrowym po spotkaniu z Janem Pawłem II, zaczęli rozpowiadać o cudzie. Lekarze, którzy nie dawali dziecku żadnych szans na przeżycie, nie wierzyli własnym oczom. Powiedziałam im, że to zasługa Ojca Świętego. W 2004roku udaliśmy się do Watykanu, żeby osobiście podziękować za cud uzdrowienia. Jan Paweł II od razu rozpoznał syna”.
            Obecnie uzdrowiony chłopiec jest już dorosły, ma 25 lat. Mieszka razem z rodzicami i ukończył studia inżynierskie w Stanach Zjednoczonych.
            I to życie, które według lekarzy było skazane na wygaśnięcie, dzięki woli Boga i za wstawiennictwem Jana Pawła II zostało uratowane.

W Szkole Miłosierdzia spotykamy się, aby się modlić do Boga, który jest tu z nami obecny. Przywołując   sylwetkę Jana Pawła II, jego mądrość, indywidualne podejście do każdego człowieka, kochające spojrzenie, uzdrawiający dotyk, pamiętajmy, że był on tylko człowiekiem, odblaskiem Bożej dobroci i miłosierdzia! Jan Paweł II promieniował ojcostwem Boga - nie miejmy dziś wątpliwości, że tak patrzy na nas Bóg.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz